Close
  • Agata Dźwiga...!

Życie jest jak pudełko czekoladek…

Jeśli życie jest jak pudełko czekoladek to poważnie nie ma sensu marnować go na byle wyrób czekoladopodobny. Tak stwierdziłam i po ciężkim zejściu w grypie żołądkowej gdy tylko objawy ustąpiły i moje życie sprawiało wrażenie choć lekkiej normalności postanowiłam celebrować nowy rok na pełnej… Stosując się do słodyczowej metafory zapakowałam cztery litery do auta i udałam się do sklepu nabyć pudełko czekoladek i wino. Wino to wiadomo, żeby nie było spiny bo trzeba się odkazić ;). Szusując pomiędzy półkami z czekoladą stwierdziłam, że nie ma co przesadzać z ceną i kupiłam ładne pudełeczko czekoladek zupełnie nieznanej mi marki. No ale nie było drogie, więc wygląd i przystępna cena mnie przekonały.

 

Celebracja

 

Wróciłam do domu pełna ekscytacji, przewentylowałam czerwone wino i uzbrojona w kieliszek i moje upragnione czekoladki usiadłam celebrować życie. Jakież było moje niezadowolenie kiedy każdy kęs z pięknego opakowania przynosił mi rozczarowanie. Zerwałam się na równe nogi wkurzona, zaklęłam siarczyście pod nosem i stwierdziłam, że nie odpuszczę. Jako, że byłam po wstępnej winnej alkoholizacji podróż autem nie wchodziła w grę. Dlatego opakowałam dupsko szczelnie kurtką, przywdziałam ulubione buciki i ruszyłam w podróż do sklepu po dobre czekoladki.

 

Wybrałam towar taki dla Marcina Prokopa, czyli z górnej półki ;). Nie było tanio ale na sobie nie ma co oszczędzać, uwierzcie mi. Po powrocie do domu miałam poczucie, że nie dość, że spaliłam nieco kalorii to teraz w końcu mogę naprawdę cieszyć się swoim świętem. Tym razem się nie zawiodłam i dokładnie tak jest w życiu jak wybierzesz sobie chujowe czekoladki to będziesz rozczarowywać się z każdym kęsem. Jak nie możecie sięgnąć do najwyższej półki zawsze można stanąć na palcach ;).

 

Podsumowania

 

Ubiegły rok nie był dla mnie łatwy pod żadnym względem, obfitował w liczne wzloty u upadki, a jego druga połowa to był już zupełny zjazd po równi pochyłej. Otworzyłam nowego bloga pełna energii i zacięcia ale nie spodziewałam się, że wielki projekt weźmie mocno w łeb bo moje czekoladki właśnie rozsypały się na podłodze i ktoś postanowił je podeptać.

 

Prawie trzy miesiące bez regularnych treningów, zła dieta i wyjątkowo złe samopoczucie. Codzienna walka o to aby wstać i nie rozsypać się na tysiące kawałków. Balansowanie na granicy depresji, stanów lękowych i poczucia braku sensu życia. Jednak w tym wszystkim pojawiający się co jakiś czas promyk nadziei, że jestem w stanie dźwignąć wszystko, a teraz już nic nie może mnie dobić bo mówię dość i wybieram tylko to co dla mnie dobre.

 

Strata

 

Obcowanie ze stratą kogoś bliskiego jest doświadczeniem mi bardzo dobrze znanym, dlatego też wiem, że żałoba to podstępna bestia i czasem nawet jeśli już wydaje ci się, że proces jest zakończony on potrafi zakraść się od tyłu i ugryźć cię centralnie w tyłek. Nie należy z tym walczyć. Ja już dawno nauczyłam się, że nawet jeśli czasem trzeba się rozsypać i przyznać do zupełnej bezradności należy to zrobić, bo prawdziwa siła nie tkwi w wiecznym udawaniu siłacza, prawdziwa siła to zdolność do przyznania się do własnych słabości.

 

W ubiegłym roku straciłam najbliższą mi istotę i już wiem, że ten rok zapamiętam na zawsze i wyryje się w mojej pamięci zupełnie tak jak rok 2013.

 

Blog

 

Jestem bardzo zadowolona, że pomimo wszystkich perturbacji i problemów udało się odpalić bloga. Wprawdzie nie zrealizowałam choćby dziesięciu procent z tego co zaplanowałam to jednak nie zamierzam się załamywać i poddawać. Wiem, że to co do tej pory udało się stworzyć jest spójne i dobre, teraz tylko wiele zależy od tego jak będę konsekwentna i pracowita w realizacji tego co chcę osiągnąć.

 

Trening

 

Ten rok mogę treningowo podzielić na dwie części. Jedna kiedy osiągnęłam niesamowite rezultaty w cyklu siłowym gdy udało mi się na przykład polepszyć mój wynik w przysiadzie o jakieś trzydzieści kilo. No i ta druga część kiedy to wszystko straciłam. Po pierwsze trochę za bardzo docisnęłam się do ściany, bo kiedy widziałam dobre rezultaty chciałam więcej i moje ciało po prostu powiedziało dość. Przyjęłam tę lekcję z pokorą i próbowałam zmienić podejście. Niestety też życie miało inne plany wobec mnie i to w sumie ciekawe, że kiedy zaczęłam tworzyć miejsce o sporcie i swojej drodze w sporcie, sport nagle zszedł na dalszy plan.

No ale dźwignęłam się z dołu i na pewno zamierzam odzyskać to co straciłam i to jeszcze z nawiązką.

Dieta

 

To było zawsze olbrzymie zmaganie i ciągłe wracanie do punktu wyjścia. W pewnym momencie po prostu się poddałam. Wiedziałam, że za cholerę nie mogę i nie potrafię trzymać michy. Z pokorą przyjęłam kilka nadprogramowych kilogramów na swoim ciele i postanowiłam się tym zupełnie nie przejmować. Nie chciałam za cholerę liczyć każdej kalorii, którą wkładam do ust. Do obłędu doprowadzało mnie to ciągłe gadanie w środowisku treningowym o nowych dietach, makrosach i tego kto jakie zasady żywieniowe i od kogo stosuje.

 

Podczas choroby i później po śmierci Frani wszystko się zmieniło. Stres, osamotnienie i głęboka rozpacz spowodowały, że jedzenie przestało dla mnie istnieć. Mogłam nie jeść całymi dniami albo zjadać tylko niewielką ilość. Widziałam po swojej twarzy, że tracę kilogramy ale jednocześnie nie wpływa to na mnie najlepiej. W pewnym wieku odchudzanie musi być bardzo powolne bo inaczej grawitacja mocno daje o sobie znać.

Teraz powoli wychodzę na prosto i po raz pierwszy od długiego czasu czuję, że nie muszę zmagać się z jedzeniem, napadami głodu i ciągiem na słodycze. Po raz pierwszy od dawna podchodzę do żarcia jak do paliwa i czegoś co musi dawać mi dobre samopoczucie. Nawet tych czekoladek w całości nie zjadłam z jednym zamachem ale tylko kilka dla celebracji.

 

Od jutra …

 

Gdyby były mistrzostwa świata w prokrastynacji to uwierzcie mi zdobyłabym złoty medal bez żadnego treningu. Poprzedni rok upłynął mi zasadniczo pod znakiem odkładanie wszystkiego na jutro, tylko jutro nigdy nie nadchodziło. Pod koniec roku wpadłam w całkowity popłoch bo zdałam sobie sprawę, że właśnie minął rok, a ja po prostu czekałam na moment, który może nastąpić ale wiedziałam, że to coś się nigdy nie wydarzy. Miałam wrażenie, że straciłam rok życia ale gdzieś z perspektywy czasu wiedziałam, że bardzo dużo zrobiłam pracując nad sobą i choć może nie osiągnęłam spektakularnego sukcesu to nie mogę uznać tego roku za utracony. Poza tym nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

 

Może do końca życia będę walczyć ze swoim „odkładactwem” ale też do końca się nie poddam aby to zwalczyć. Dopóki piłka w grze, wszystko może się wydarzyć.

 

Relacje

 

Ostatni rok był chyba najbardziej samotnym rokiem mojego życia. Chyba tak sobie wybrałam, a może był jakiś inny powód ale mocno wycofałam się z życia towarzyskiego. Jednocześnie widziałam często jak bardzo puchnie moja fejsbukowa skrzynka i chyba stwierdziłam, że nie do końca przystaję do obecnej rzeczywistości. Nie jestem mileniasem, choć mam konto na fejsbuku. Nie mogę się jednak przekonać do codziennego publikowania i przeglądania instagrama. Odkryłam też, że poprzez media społecznościowe ludzie nas szufladkują i układają sobie w głowie nasz obraz, który nijak nie przystaje do rzeczywistości.

 

Gdzieś w połowie roku postanowiłam stawiać tylko na realne kontakty, chciałam poznać i rozwinąć jakieś znajomości ale w realnym życiu. Tu niestety często spotykałam się ze ścianą, bo ludzie choć chętnie komentują Twoje statusy, gadają z tobą na mesendżerze i wysyłają Ci serduszka, słoneczka i inne gówna ale  nie mają czasu na nic nowego, a już na pewno na to aby spotkać się z tobą na kawie i spróbować cię poznać.

 

Nie wiem czy w tym roku pójdę w tej sprawie na jakiś kompromis ale zdecydowanie zamierzam jeszcze bardziej wylogować się do normalnego życia i stawiać na relacje offline. Zostawiam was trochę z taką refleksją na temat życia online. Zastanówcie się jak często widujecie się z osobami, z którymi dzielicie czaty, których macie w znajomych na fejsie i których relacje oglądacie na Instagramie. Może ja po prostu jestem stara ? 😉

 

Zmiany…

 

Kiedy zbliżało się najgorsze gdzieś w mojej głowie wiedziałam, że gdy zostanę sama będę mogła zdecydowanie inaczej podchodzić do decyzji wyjazdowych, spontanicznych wypadów czy innego rodzaju takich aktywności. Z drugiej strony wiedziałam i rozumiałam, że wewnętrznie bardzo się tego boję i będzie to dla mnie cholernie trudne. Ze względu na Fran i pracę zawodową moje ruchy odnoszące się do podróżowania, czy plan dnia były dalekie od spontaniczności. Wszystko zawsze musiało być przewidziane i mieścić się w pewnych ramach. Odległe plany na kilka miesięcy naprzód nie wchodziły w grę.

 

Pustka, która zapanowała po śmierci Fran była rozdzierająca ale jeszcze gorszy był lęk przed nowym życiem, które muszę i chcę stworzyć dla siebie. Nawet nie wiecie jak wiele złych rzeczy może pojawić się w głowie człowieka, gdy pragnie się zmiany, na którą nie do końca ma się odwagę.

 

Kolumbia

 

To był pierwszy krok do nowego życia. Podjęłam decyzję, że chcę pojechać ale z drugiej strony najchętniej wykopałabym sobie dół i nie wychodziła z niego tygodniami, miesiącami czy latami. Przerażała mnie nowość, to co nieznane oraz fakt, iż gdzieś w tym wszystkim jestem sama.

 

Pamiętam jak trzęsły mi się ręce gdy kupowałam bilet do Bogoty, a kiedy transakcja została zaakceptowana i nie można było już nic zmienić dostałam prawdziwego ataku paniki. Do dziś jak myślę o tej podróży boli mnie brzuch ale tym razem strach miesza się z ekscytacją. Mam nadzieję, że ta podróż mnie zmieni i wyciągnie mnie z jakiejś spirali lęku, w którą wpadłam po śmieci Fran.

 

Wyrób czekoladopodony

 

W ubiegłym roku miałam zdecydowanie chujowe czekoladki. Nie potrafiłam też zmusić się do pozytywnego myślenia i wykrzesać z siebie potrzebnej energii. Nie było we mnie woli ani chęci aby coś zmienić. Nie mam jednak zamiaru użalać się nad sobą i wyrzucać sobie, że zachowywałam się tak jak zachowywałam. Czasem niektóre rzeczy muszą się w naszym życiu wydarzyć abyśmy mogli docenić te inne. W tym roku pewnie popełnię inne błędy ale mam przed sobą też wiele pracy i już teraz wiem, że nawet ładnie opakowane gówno zawsze pozostanie gównem.

 

 

O planach na nowy rok napisze wam w kolejnym odcinku :). Mieliście jakieś swoje wzloty i upadki w ubiegłym roku ?

 

Agata

Related Posts

  • Z takim pozytywnym nastawieniem powiedzie Ci się. Nie wszystko musi bo właśnie takie jest życie. Mimo wszystko warto próbować, a widać, że na słabego nie trafiło. Trzymam kciuki

  • Dzięki za ten otwarty, intymny wręcz wpis. Ja po swoich „czekoladkach” widzę, że te, które ocenialiśmy jako niesmaczne, nieudane albo wręcz trujące okazywały się czekoladkami przełomowymi, hartującymi, czasem robiącymi w naszym życiu potężny zwrot, który zabiera nas gdzie byśmy wcześniej się nie spodziewali. Widzisz, masz tytuł Agata Dźwiga.. kto by pomyślał, że będzie on miał, poza sportem, również nieco inne znaczenie. Masz dużo siły 🙂 Może ta podróż to zaproszenie do, w końcu, odpuszczenia walki. Zasłużyłaś na odpoczynek 🙂 Buziaki.