Close
  • Agata Dźwiga...!

W pogoni za zwykłością…

Noszę rozmiar 38 lub M, tak po prostu jestem średniakiem. Nie mam nadwagi i mam poziom tkanki tłuszczowej w normie, choć jak na sportowca mogłabym jej mieć nieco mniej. Ogólnie za granicą uchodziłabym za całkiem szczupłą dziewczynę. Niektórzy nawet odważnie nazywają mnie drobną. Nie wiem jednak o co chodzi ale w naszym rodzinnym kraju czasem czuję się jak wieloryb. Poważnie !

Nie mam bladego pojęcia skąd to się bierze ale większość kobiet podobnych do mnie ciągle narzeka, że są grube i muszą przejść na dietę. Żyjemy w jakimś pierdzielonym kulcie chudości zupełnie tak jakby brak jednej fałdki na brzuchu był gwarantem wiecznej szczęśliwości i pełnego podziwu ze strony płci przeciwnej.

Plus size

Gdy zaczęły się pojawiać programy dla modelek plus size pomyślałam sobie, że kurde świat może znormalnieje. Może w końcu pokażemy jak wygląda prawdziwa i przeciętna fajna dziewczyna. Jakież było moje zaskoczenie gdy odkryłam, że aby zostać modelką plus size musisz nosić rozmiar 42 lub większy…Poważnie ? To dzieje się naprawdę ? Czy we wszystkim musimy wpadać ze skrajności w skrajność ? Z jednej strony kobiety pozbawione zupełnie atrybutów kobiecości o wychudzonych wręcz męskich kształtach, a z drugiej strony dziewczyny przypominające bardziej rubensowskie obrazy niż przeciętne kobiety na ulicy.

No i teraz kurde mając ten rozmiar 38, a czasem nawet 40 siedzisz sobie na kanapie i z rozpaczy nie wiesz czy iść na dietę, czy może opierdolić kubełek z kfc bo przecież łatwiej i przyjemniej jest dobić do rozmiaru 42 niż silić się na rozmiar 34.

Standardy, standardy

Badania dowodzą, że wiele kobiet, które nawet otwarcie deklaruje miłość do własnej nadwagi w większości przypadków ciągle ma problem z własnym ciałem. Co najciekawsze największe problemy mają często te, które mają naprawdę nieznaczne niedoskonałości, a to fałdka tu, a tu boczek i często nawet najbliższe otoczenie nie jest w stanie zrozumieć na czym polega problem.

Społeczeństwo, a raczej my same kobiety wbijamy sobie do głowy, że musimy być perfekcyjne. Oglądamy wyretuszowane zdjęcia i choć same wiemy, że to bzdury i że nikt tak w normalnym świecie nie wygląda to i tak nawet nie przyznając się do tego przed sobą dążymy do nieosiągalnego.

Świat nie lubi zwykłości. Świat, w którym żyjemy brutalnie odrzuca to co przeciętne. Programy graficzne, a nawet aparaty w telefonach często wyposażone są w automatyczne filtry wygładzające, które tak robią zdjęcia, że nawet nie jesteśmy w stanie zobaczyć swojej prawdziwej twarzy. Czekam jeszcze na moment kiedy w ofercie pojawią się lustra odchudzające i wygładzające… a wróć… odchudzające lustra znajdziecie już w wielu przymierzalniach w sklepach i to wcale nie jest zabwne.

Akceptacja

Czy naprawdę jesteśmy tak okropni, że nie potrafimy znieść własnego wizerunku ? Czy widzicie coś fajnego w plastikowych twarzach na fejsowych i instagramowych zdjęciach ? Ja bardzo długo nie lubiłam swoich własnych zdjęć, bo pomimo tego, że uważam się za trakcyjną kobietę to na zdjęciach zawsze odnajdowałam wszystko to co mnie w moim ciele drażni. Nazywałam swój nos kartoflem, pasjami nie cierpiałam swojego brzucha, który zawsze w magiczny sposób na widok aparatu uwielbiał się fałdować i nigdy nie byłam zadowolona nawet po dorzuceniu kilku filtrów i odpowiednim rozmyciu obrazu, zawsze potrafiłam dostrzec w sobie coś co mogłabym „poprawić”.

Nie wspomnę też, że od zawsze byłam na jakiejś diecie, a dodatkowo przez wiele lat obsesyjnie trzymałam się rozmiaru 36 pomimo, iż mentalnie jestem grubasem.

Gdy zaczęłam uprawiać sporty siłowe nagle stosunek do mojego własnego ciała się zmienił. Zrozumiałam, że moje ciało jest jedynie narzędziem, czymś co ma pomóc mi w realizacji moich celów, a nie powłoką, która stanowi jedynie przeszkodę. Oczywiście, że chciałabym mieć mniej tłuszczu na brzuchu ale nie staram się biczować codziennie rano, że ślad wczorajszego pączka odbija się tuż obok mojego pępka.

Tu na blogu chciałabym przede wszystkim hołdować zasadzie, że nasze ciało nie może być celem w samym sobie, a każda niedoskonałość to po prostu przejaw naszego charakteru i indywidualności. Nie ma nic złego w byciu średniakiem, nie ma nic złego w tym, że ktoś ma fałdki na brzuchu. Mamy tylko jedno życie i nie ma co się martwić pierdołami.

 


 

Mam nadzieję, że przez moje teksty uda mi się w was zaszczepić więcej miłości i szacunku do własnego ciała. Fajnie jest uprawiać sport i zdrowo się odżywiać ale ten styl życia nie może stać się naszą obsesją. Internet pełen jest fit lasek w skąpych strojach, często z wypasionymi fanpejdżami. Ja nie chcę być jedną z nich. Chcę ci pokazać, że możesz czerpać radość ze sportu, jedzenia…. i niedoskonałego ciała.

Agata