Close
  • Agata Dźwiga...!

Czyli jak to się wszystko właściwie zaczęło?

Zawsze ciągnęło mnie do sportu ale gdzieś też z tyłu głowy miałam w sobie takie przekonanie, że się do tego nie nadaję.

Gdy jako nastolatka próbowałam swoich sił w bieganiu szybko zrozumiałam, że to nie moja bajka. Wtedy właśnie pojawił się w moim życiu bardzo krótki epizod z tróbojem siłowym… no ale jak to w życiu szybko pojawili się też obok mnie doradcy, którzy uważali, że dźwiganie zniszczy mi życie. W tamtym czasie jeszcze bardzo łatwo ulegałam wpływom dlatego ze sportów ostatecznie wybrałam aerobik, a na dalszej drodze kariery rzuciłam wszystko w ogóle w diabły.

Moim cudownym panaceum na sylwetkę okazały się być papierosy. Moje ciało kurczyło się i rozprężało w zależności od stosunku stresu i frustracji w moim życiu. Podobnie wzrastała lub spadała ilość wypalanych papierosów. Ciasny kostium, dwunastocentymetrowe szpilki, dwa redbule i trzy papierosy przed śniadaniem definiowały wtedy mój dzień. Nie wiem w sumie ile to trwało i czasem znajdowałam w sobie siłę na zumbę, pilates czy step ale zawsze były to bardziej zrywy niż coś permanentnego.

Poszukiwania

Pewnego dnia podjęłam decyzję, że rzucam fajki… w sumie nie do końca wiem dlaczego ale po prostu chciałam. Przestałam palic ale zaczęłam żreć, a że byłam mocno związana ze swoim ówczesnym rozmiarem 36 to każdy dodatkowy kilogram powodował u mnie atak paniki i chęć powrotu do palenia. Kilogramy jednak przyrastały, a papierosy przestały pomagać. Podjęłam, więc męską decyzję, że nie palę i inwestuję w sport. Zaczęłam biegać !

To było straszne … uwierzcie mi. Pierwsze przebiegnięte metry i kilometry były prawdziwą męczarnią. Kilkukrotnie na trasie myślałam, że umieram. Jednak gdy przebiegłam po raz pierwszy pięć kilometrów i nie umarłam … zrozumiałam, że jak chcę mogę wszystko. Rozpoczęłam kilkuletnią przygodę z ulicznym bieganiem. Jarały mnie koszulki techniczne i medale ale nigdy nie mogłam rozbudzić w sobie pasji do prawdziwego biegania i trenowania. Każde wyjście z domu, każdy kolejny trening to była koszmarna walka z samą sobą. Często brakowało mi systematyczności i samozaparcia. Odpuszczałam na całe tygodnie, a potem z przerażeniem tuż przed terminem biegu chciałam nadrobić straty. Gdy udało mi się przebiec pierwszy półmaraton zrozumiałam, że ja prostu już nie mogę i to całe bieganie jest nudne jak flaki z olejem.

Przełom

Wtedy zaczęłam szukać czegoś nowego… no ale przyszła zima, a wiecie chłodno zimno i człowiekowi jeść się chce. Dodatkowo to był bardzo trudny okres w moim życiu, byłam w żałobie i tak naprawdę nie do końca mogłam sobie z tym poradzić. W lutym 2015 r. trafiłam na swoje pierwsze zajęcia Crossfit. Crossfit i ja to była miłość od pierwszego wejrzenia… i właśnie od tych pierwszych zajęć staliśmy się nierozłączni.

Co ciekawe ja wcale nie jestem jakąś wybitną sportsmenką. Podobnie jak nie mam sześciopaka na brzuchu (no dobra mam ale jest przykryty aby nie zmarzł) to tak samo nie jestem utalentowaną zawodniczką. Wszystko z czym musiałam się zmierzyć w Crossficie przychodziło mi z wyjątkowym mozołem. Wiecie ludzie przychodzą na zajęcia, biorą skakanki i nasuwają podwójne przeskoki bez zastanowienia. Mnie skoczenie pierwszego dabla zajęło prawie rok … i tak jest we wszystkim.

Zapytacie mnie to po cholerę się tak męczyć ? Czy nie lepiej znaleźć coś w czym idzie nam lepiej ? No bo skoro nie mam talentu to po co mam tkwić w czymś co teoretycznie nie jest dla mnie. Tylko prawda jest tak, że Crossfit zmienił mnie nie tylko fizycznie, w tym wszystkim zmieniła się bardzo moja głowa. Mam świadomość, że choć nic w życiu nie przychodzi mi szczególnie łatwo to nie oznacza, że mam się poddać.

Prawie każdy mój trening to pokonywanie bariery własnego komfortu. Bardzo często mam ochotę się wycofać, bardzo często nie chcę próbować po raz kolejny ale jednak to robię, bo wiem, że dopóki piłka jest w grze dopóty mam szansę wygrać. Tu na blogu chcę wam pokazać jak bardzo regularne uprawianie sportu i regularne wystawianie się na trudne sytuacje zmieniło moje życie.

Bardzo często wyczynowi sportowcy udowadniają, że konsekwencja, regularność i ciężka praca, którą wkładają w sport powoduje, że później odnoszą sukcesy na innych polach. Każda pasja, której jesteśmy w stanie poświęcić każdą chwilę zmienia nas, a ja chcę opowiedzieć wam jak zmienił mnie sport i jak dzięki temu zmieniło się moje życie.

 


 

To jest blog o dźwiganiu… ale czasem trzeba mieć dużo siły aby udźwignąć życie !

Agata