Close
  • Agata Dźwiga...!

Jak ziarnka piasku…

W momencie kiedy poważnie wzięłam się za swój trening i walkę z własnymi słabościami zrozumiałam, że najbardziej muszę zainwestować w swoją głowę bo to ona jest najsłabszym ogniwem. Kupiłam kilka fajnych pozycji książkowych i wiedziona recenzjami znajomych zakupiłam również książkę guru trenerów CrossFitu Bena Bergerona.

Nie wiem czego się spodziewałam… może jakiegoś objawienia. Książka mnie jednak rozczarowała, choć nie do końca bo słowa Katrin Davidsdottir znajdujące się w przedmowie mocno wbiły mi się w pamięć. Ktoś kto uprawia CrossFit raczej doskonale zna te nazwiska, ale dla niewtajemniczonych Katrin jest dwukrotną mistrzynią świata w CrossFicie, a Ben jej trenerem.

 

Gorzki smak porażki…

 

Ponoć na początku swojej kariery najsłabszym punktem treningu Katrin była właśnie jej głowa. Pomyślałam sobie kurde jakie to pocieszające, bo oznacza że można pewnie i mnie naprawić.

 

Katrin opowiedziała w książce o swojej największej porażce podczas zawodów Regionals, kiedy zupełnie załamała się psychicznie. Wydawało jej się, że nigdy się z tego nie podniesie, ale wtedy Ben jej późniejszy trener powiedział, że „może jeszcze tego nie widzisz, ale to jest najlepsza rzecz jaka może ci się przytrafić”.

 

To co nas blokuje i powoduje, że się poddajemy to obawa przed tym, że się nie uda. Boimy się porażki zupełnie jakby porażka była jednoczesną oznaką końca świata. Doskonale znam ten stan i dlatego zawsze zanim coś zacznę muszę sobie pomarudzić… stoję przed nieznanym, nie wiem co mnie czeka ale ostatecznie i tak daję krok do przodu. Nie możemy oczekiwać od siebie, że przestaniemy się bać, ważne aby lęk nas do końca nie blokował.

 

Dlaczego porażka może być najlepszą rzeczą jaka może nam się przytrafić ? Po pierwsze dlatego, że jak już ją poniesiemy to możemy się z nią zaprzyjaźnić, wiemy jak tam jest i wiemy, że tam nie chcemy już wracać. Po drugie porażka daje nam sporą lekcję i na jej podstawie możemy wyciągnąć wnioski odnośnie tego co zrobiliśmy źle.

 

Co jednak jeśli znów się nie uda ? Jak już raz spadliśmy na dół to wiemy, że po wszystkim i tak potrafimy się podnieść i spróbować jeszcze raz. Jeśli poniesiemy porażkę po raz drugi, trzeci i po raz kolejny zrozumiemy, że to nic strasznego. Każdy z nas kiedyś się potyka i upada, ważne aby po wszystkim umieć się podnieść i wyciągnąć wnioski.

 

Frustracja…

 

Wiadomo, że każdy z nas chciałby odnosić sukcesy i wszystko otrzymywać szybko, na każde skinienie palca. Niestety życie nie jest sprawiedliwe i czasem to co przychodzi innym łatwo, nam nie przychodzi wcale. Często też popełniamy olbrzymi błąd, że stawiamy swoje cele bardzo daleko poza naszymi możliwościami. Wtedy na pewno nie unikniemy frustracji bo porażka będzie gonić porażkę, a z każdej będzie coraz trudniej się podnieść i znaleźć motywację do dalszej walki.

 

Jeśli waszym celem jest wejść na Mount Everest bez żadnego przygotowania fizycznego to choć cel jest na pewno wykonalny, to rozłożenie go w czasie i to co trzeba wokół tego zrobić może spowodować ciągłą frustrację.

 

Ja staram się nie wybiegać zanadto w przyszłość. Stawiam sobie małe cele i cieszę się z małych sukcesów. Dziś postanowiłam napisać tekst pomimo tego, że jestem chora i najchętniej zawinęłabym się w łóżku i udawała, że mnie nie ma. Tymczasem jednak siedzę i piszę i wszystko wskazuje na to, że będę mogła świętować swój mały sukces.

 

W treningu też nie staram się naprawiać wszystkiego za jednym razem. Mam świadomość swoich błędów i wiem, że nad wieloma rzeczami muszę pracować, nie rzucam się jednak na głęboką wodę, wyznaczam sobie cel co do którego jestem pewna, że w niedługim czasie mogę osiągnąć sukces.

 

Porażki jeśli się zdarzają mogą nas wiele nauczyć, ale nie powinniśmy się na nie świadomie skazywać. Zbyt skomplikowane cele i dalekosiężne plany często mogą nas całkowicie zablokować. Dodatkowo jeśli planujemy tylko „duże rzeczy” czasem pozbawiamy się radości z naszych małych sukcesów, czasem ich w ogóle nie dostrzegamy.

 

Ziarnka piasku na plaży …

 

Chyba nie ma osoby, która nie była kiedyś na plaży lub na pustyni. Piasek, piasek otacza nas zewsząd. Podobnie jest czasem w życiu, czy w treningu kiedy mamy świadomość swoich niedoskonałości i chcemy nad nimi pracować. Patrzymy i widzimy otaczający nas „piasek”. Jak to ogarnąć swoim rozumkiem, kiedy tak wiele rzeczy jest do zrobienia ? Za co się chwycić ? W co ręce włożyć ? Wielość tych zadań może nas bez potrzeby skołować i doprowadzić do ostatecznej kapitulacji. No bo jak się zabrać za pracę kiedy nie wiadomo od czego zacząć ?

 

„Kiedy jesteś na plaży nie parzysz na całość; skupiasz się na jednym ziarenku piasku. Widzisz tylko jedno ziarnko za każdym razem i to ziarenko otrzymuje twoją pełną uwagę. Po całym dniu skupiania się nad tym jednym ziarenkiem piasku opuszczasz plażę. Dopiero wtedy patrzysz na nią w całości. Dopiero wtedy dostrzegasz jej piękno i zastanawiasz się nad tym. – Ben Bergeron „Chasign Excellence””

 

Oczywiście kuszące jest zaopatrzenie się w łopatę i taczkę… ale czy na pewno efektywne ? Ja często tak mam, że chciałabym zajmować się setką rzeczy na raz. Efekt jest tego taki, że zaczynam coś robić i nie kończę, a później jak wracam okazuje się, że muszę praktycznie zaczynać od początku.

 

I co z tego, że właśnie władowałeś dwie taczki piasku i wywiozłeś je do pojemnika kilkaset metrów dalej ? Piasek na plaży nadal jest w niewyobrażalnej ilości, a dodatkowo całość nie wygląda ładnie bo ktoś właśnie wyrąbał dziurę na samym środku plaży. Sam sobie odpowiedz czy to się opłaca ?

 

Po jednym na raz …

 

Ja wiem, że kuszące jest stawianie sobie dalekosiężnych celów i wysokich poprzeczek. Każdy z nas chciałby być lepszy, ładniejszy, mądrzejszy. Zastanów się ile razy „od poniedziałku” udało ci się stać innym człowiekiem ? Z reguły te wszystkie postanowienia o odmianie diety, podejścia do sportu i generalnej poprawie życia padają po kilku dniach. Dlaczego ? Bo ładujemy taczki !

 

Kiedyś na kursie CF level 1, jeden z wykładowców opisał swoją klientkę, która cierpiała na sporą otyłość i nie mogła zapanować nad swoją dietą, a w szczególności nad ilością wypijanych red bulli (z cukrem). Wypijała chyba z 8 puszek dziennie. Oczywiście, że teoretycznie najbardziej rozsądnym rozwiązaniem byłoby nakazanie jej natychmiastowego zaprzestania picia słodzonych napojów. Tymczasem trener zamiast tego poradził jej aby w każdym tygodniu wycinała ze swojego jadłospisu jedną puszkę. Dojście do 3 puszek dziennie zajęło jej kilka tygodni, oczywiście że jej dieta nadal kulała i wiele można jeszcze było tu zrobić, ona jednak była z siebie dumna, bo po pierwsze odniosła na tej drodze wiele sukcesów, a dodatkowo uwierzyła, że to może się jej udać.

 

Dlatego zawsze pamiętaj … jedno ziarnko piasku i sto procent uwagi. Oczywiście, że będzie cała masa innych ziarenek ale one są w danej chwili nieistotne. Nie przerażaj się, że oto kurde masz przed sobą całą plażę i że tak po jednym to ci się nigdy nie uda. Wiesz czasem jak poświęcisz wszystko jednemu ziarenku może się okazać, że naprawi się jeszcze dziesięć albo kilka setek pozostałych.

 

Życzę Wam owocnych ziarenek. Będę wdzięczna jeśli podzielicie się ze mną swoimi historiami.

 

 

 

 

Related Posts