Close
  • Agata Dźwiga...!

Dźwignij to…. Frania !

Ostatni czas był wyjątkowo trudny i choć ciągle powtarzam to z uporem maniaka to jednak czasem ciężko jest to zaakceptować i tkwi we mnie taka potrzeba aby udawać, że wszystko jest dobrze…

No ale niestety nie jest dobrze. Do wszystkiego dokłada się jeszcze koszmarna pogoda za oknem i człowiekowi czasem naprawdę odechciewa się żyć. Od kilku dni pomimo, że wydawało mi się, że osiągnęłam względny balans coraz bardziej zapadam się w sobie i nie potrafię po prostu usiąść i się tak z całej siły poryczeć. W bardzo krótkim czasie na moje barki zwaliło się pół świata i pojawił się w we mnie taki mechanizm… działaj… nie myśl działaj. Czasem jednak trzeba po prostu rozłożyć ręce i zrozumieć, że z bezsilnością jeszcze nikt nie wygrał.

 

Jak grom z jasnego nieba

 

Choroba Frani pojawiła się znikąd, nic nie zwiastowało tego, że za chwilę może zdarzyć się coś nadzwyczajnego. Początkowo myślałam, że mamy do czynienia ze zwykłą infekcją, która w łatwy sposób zniknie i pozwoli nam funkcjonować normalnie. Niestety każdy dzień przynosił coraz to nową dawkę emocji i nowe informacje. Gdy zostałam postawiona oko w oko z diagnozą, nawet przez myśl mi nie przeszło, że możemy przegrać, choć wszyscy dookoła mówili, że szanse mamy marne.

 

Wiem, że wiele osób zupełnie nie może zrozumieć, że można traktować futrzanego członka rodziny z taką atencją i można poświęcić mu się bez reszty. Ja jednak potrafię to nawet poczuć. Mój związek z Franią można porównać do związku matki z dzieckiem. Mój nigdy niezaspokojony instynkt macierzyński został całkowicie wypełniony przez wielką duchem i ciałem Franię. Chyba nie miałam nigdy silniejszego związku z żadnym człowiekiem ani też żadną inną istotą.

 

Miałam świadomość, że ta miłość ma swoją konkretną „datę przydatności” i że z dnia na dzień muszę oswajać się z tą myślą, że to może nastąpić w każdej chwili. Dopóki jednak nic się nie dzieje odsuwamy od siebie tą myśl i choć mamy to z tyłu głowy to i tak ostateczne rozwiązanie wydaje się niewyobrażalne.

 

Choroba

 

Gdy choruje dorosły człowiek lub nawet dziecko logistycznie to jest zdecydowanie łatwiejsze do ogarnięcia. Mamy lekarzy, mamy szpitale i całodobową opiekę. Pewnie nie jedna matka padała na twarz czuwając przy chorym dziecku ale jednak zawsze można znaleźć dla siebie chwilę wytchnienia mając świadomość, że nasz bliski jest pod dobrą opieką.

 

Choroba futrzastego przyjaciela może jednak doprowadzić nas do upadłości finansowej, skrajnego wycieńczenia psychicznego i fizycznego. Ja z ostatnich prawie dwóch miesięcy (wrzesień – październik) niewiele pamiętam. Wiem jedno zostałam doprowadzona do skrajnego wypompowania zarówno fizycznego jak i psychicznego. Musiałam być jednocześnie lekarzem, pielęgniarką, kierowcą, tragarzem, a dodatkowo musiałam radzić sobie z tymi wszystkimi emocjami, które pojawiały się przy każdym załamaniu choroby. Bywały dni kiedy nie sypiałam po 4-5 nocy z rzędu, na pewno nie posiadałam w tym czasie żadnego życia towarzyskiego, zaniedbałam obowiązki zawodowe, zapominałam o jedzeniu, nie byłam w stanie trenować ani robić nic co naprawdę lubię.

 

Pomimo tych wszystkich poświęceń i ich konsekwencji nie żałuję. Fakt miewałam takie momenty kiedy ze łzami w oczach pragnęłam aby to się w końcu skończyło. Gdy jednak doszło do dramatycznego finału nie poczułam ulgi. Do dziś zadaję sobie pytanie czy na pewno zrobiłam wszystko … a jednocześnie wiem jak głupie to jest pytanie.

 

Blog

 

Miałam wielkie dalekosiężne plany, napisałam pełne optymizmu teksty ale przez te dwa miesiące nie byłam w stanie wykrzesać z siebie choć trochę więcej energii. Chciałam znaleźć odrobinę normalności w chaosie ale z perspektywy czasu wiem, że to nie było możliwe. Jestem człowiekiem zadaniowym, bardzo dużo do siebie wymagam i nie łatwo przebaczam sobie błędy. Wiem też w głębi duszy, że to ślepy zaułek bo jako ludzie jesteśmy ułomnymi istotami, a funkcjonując w stresie i skrajnym zmęczeniu  nakładając na siebie kolejne obowiązki pomagamy sobie wyłącznie pozornie.

 

Rozpoczynanie czegoś nowego od smutnej historii niby nie jest dobrym pomysłem, bo przecież nikt nie lubi historii bez happy endów. Życie to jednak nie jest amerykańska komedia romantyczna, a stres i długotrwałe napięcie emocjonalne i fizyczne nakręca tylko spiralę kolejnych błędów i niepowodzeń.

 

Ja w tamtym czasie zaliczyłam jakąś czarną serię i przez chwilę nawet śmiałam się, że ciąży na mnie jakaś klątwa. Psułam rzeczy, które leciały mi z rąk, a ja wkurzałam się na siebie coraz bardziej, że nie mogę być bardziej uważna. Jedyne co mogę sobie zarzucić to fakt, że nie byłam cyborgiem. No ale cholera… ja absolutnie nie chcę nawet zostać cyborgiem.

 

Śmierć

 

O śmierci się nie mówi, bo jest smutna. Śmierć niesie ze sobą ten olbrzymi ładunek, który przypomina nam nieuchronnie o przemijaniu. Czy jednak naprawdę możemy ignorować jej istnienie ?

 

Żałoba jest ceną za to, że kochaliśmy. Cierpimy, ponieważ dane nam było kochać. A nie każdy miał szczęście poznać smak miłości. To ważna perspektywa, o której zapominamy. W momencie utraty bliskiej osoby skupiamy się na sobie. Na swoim smutku, swoim żalu, poczuciu skrzywdzenia. Jesteśmy zaskoczeni szczególnie, gdy nagle tracimy bliską osobę. Gdy nasz mały ziemski raj zostaje naruszony. Ale przemijanie i śmierć są zawsze obecne. W naszym umyśle rodzą się myśli i za chwilę umierają. W ciele rodzą się i giną nieprzeliczone ilości komórek. Próba znalezienia tego, co niezmienne w świecie formy i zmysłów, jest skazana na klęskę. Żałoba i związane z nią cierpienie są niezbędne, aby stać się „człowiekiem pełni”. Dopiero gdy żałoba dopełni miłość, możemy doświadczyć pełni prawdy ludzkiej egzystencji.” – Andrzej Nehrebecki, terapeuta.”

 

Miłość

 

Miłość zawsze ma cenę i to cenę, która musimy zapłacić. Nie warto jednak rezygnować z miłości w obawie przed tym, że będziemy cierpieć, bo miłość jest tym co zostaje w nas na zawsze.

 

Ja teraz liżę swoje rany, przyglądam się temu, że to boli ale jednak ani przez chwilę nie żałuję, że kochałam. Nawet jeśli wyleję kiedyś wszystkie łzy świata to miłość zostanie na zawsze ze mną. No i wiem też, że kiedyś na pewno pokocham tak raz jeszcze. Dziury w swoim sercu nie załatam ale też wiem, że nie o to chodzi. Będę tęsknić, wspominać ale zawsze też będę miała przy sobie tę miłość, która nigdy nie zniknie.

Warto jest kochać bez względu na wszystko. Życzę Wam wszystkim dużo miłości.

 


P.S. to jest pierwszy tekst, który dodaję samodzielnie na tego bloga, więc trzymajcie kciuki aby nic nie wybuchło ;).

 

 

 

Related Posts

  • Bardzo wzruszający tekst…
    Życie potrafi zachować się podle i zaserwować nam to, na co nie jesteśmy tak naprawdę gotowi i co kompletnie rozwala nasze plany. Coś o tym wiem, niestety, cały rok z nawiązką miałam taki – czuję ulgę, że się kończy, mam nadzieję, że kolejny będzie lepszy.
    Życzę wytrwałości!

  • Kochana, nawet nie wiesz jak bym Cię chciała przytulić, jakoś wesprzeć….wiem, że moje słowa niewiele zmienią, że nie ukoją Twojego bólu, wiem to…Mimo wszystko, chcę abyś wiedziała, że jestem z Tobą myślami i sercem.