Close
  • Agata Dźwiga...!

Czy CrossFit to mój styl życia ?

Takie pytanie postawił mi kiedyś pewien dziennikarz i chyba nie bardzo chciał słuchać odpowiedzi … bo pewnie we własnej głowie ją znał. Jakież było jego zaskoczenie kiedy powiedziałam, że NIE. Zresztą nie raz usłyszałam to pytanie, a raczej stwierdzenie. Jakoś tak się utarło, że crossficiarze uważani są za sektę albo ludzi o z góry określonych poglądach. No bo wiesz uprawiasz CrossFit to nosisz kolorowe mega ciuchy od riboka, jesz tylko paleo, gluten free i jeszcze inne, a dodatkowo nie myślisz o niczym innym tylko aby pojechać do swojego boxa ;).

 

Styl życia

 

Kiedy wkręciłam się w CrossFit rzeczywiście nie widziałam w nim żadnej wady. Uważałam, że to sport absolutnie dla mnie i zostanie tak na wieki wieków. Cieszyłam się w sumie z takiego trochę skeciarskiego stylu i całej tej otoczki wokół. Był taki moment w moim życiu, że poważnie myślałam, że pojadę na gejmsy …. no dobra trochę ściemniam nie myślałam tak ale mnie ta myśl bawiła.

 

Level 1

 

Na fali poczucia mojej przynależności do całej rodziny kolorowych i umięśnionych ludzi postanowiłam rozwinąć swoją edukację i zrobiłam sobie kurs CrossFit Trainer Level 1. Byłam w szoku bo rozwiązałam test na który było 90 minut, w minut 20 i co gorsza zdałam, a uwierzcie mi egzamin do najłatwiejszych nie należy… powiedziałabym, że naprawdę sporo osób ten egzamin oblewa. Znam nawet takich, którzy mieli po trzy podejścia. Chyba po tym egzaminie nabrałam wiatru w żagle i moje podejście i myślenie nieco się zmieniło.

 

Co dalej ?

 

Przeszłam fazę kiedy patrzyłam na CrossFit bardzo krytycznie, a teraz chyba już we wszystkim okrzepłam i wiem co mi się podoba, a co nie. Jak każda dyscyplina sportu CrossFit ma swoje olbrzymie zalety ale też i wady. Dlatego też po trzech latach poginania do crossfitowego boxu zrozumiałam, że chcę to robić dalej ale bardziej świadomie i z poczuciem tego, że to sport, a nie CrossFit jest moim stylem życia. W pewnym momencie naprawdę zastanawiałam się czy nie przerzucić się na kalistenikę bo gimnastyka jest moją piętą achillesową, a praca z obciążeniem własnego ciała pozwoliłaby mi się bardziej rozwinąć. No ale ja jednak lubię dźwigać więcej niż tylko własny tyłek, więc pomysł legł szybko w gruzach ;).

 

Eksperyment !

 

W ramach eksperymentu rozpisałam sobie siłowy plan treningowy opierający się tylko na dźwiganiu. Przyznam wam szczerze, że nie było to łatwe, bo czyste dźwiganie wymaga dużej ilości czasu (duże obciążenia, długie przerwy) ale co ciekawe nie było to dla mnie nudne. Ubolewałam tylko, że w przerwach nie mogłam dziergać na drutach bo łapy uwalone magnezją… Podejrzewam, że stałabym się jednak sensacją. Wyobrażacie sobie laskę, która robi sobie przysiady stówką i w przerwach pomyka robótki na drutach… ja już prawie oplułam ekran :).

 

Po trzech miesiącach dźwigania wróciłam na czysty CrossFit i odkryłam, że o ile moja wydolność nieco siadła to większa siła trochę kompensuje mi brak wydolności, a moje ruchy ciężarowe w standardowych crossfitowych treningach są pewniejsze i co ważne ładniejsze technicznie.

 

Co lubię w CrossFicie ?

 

Wbrew pozorom lubię trochę to crosfitowe sekciarstwo, bo nie ulega wątpliwości, że pomaga nam to wytrwać w treningu, a dodatkowo poznać nowych ludzi. Szczególnie fajne jest to kiedy czasem wyjeżdżasz za granicę i nie bardzo masz pomysł co ze sobą zrobić i jak sobie rozpisać plan zwiedzania wtedy najlepiej zacząć od crossfitowych boxów bo tam często możesz trafić na super fajnych lokalsów, którzy z chęcią pokażą ci najfajniejsze miejsca w mieście.

 

Lubię duży przekrój i brak nudy. Oczywiście czasem zdarzają się nużące albo bardzo trudne cykle gdy pracuje się nad siłą ale w większości przypadków człowiek wychodzi z boxa z poczuciem dobrze zrealizowanego obowiązku oraz niezłej zabawy. Co ciekawe crossficiarze znani są z wymyślania wyjątkowo morderczych połączeń i namawiania znajomych, którym od samego myślenia o danym treningu kręci się w głowie ale i tak to robią. Taki trochę lekki masochizm… wiesz jak bardzo będzie bolało, w trakcie treningu myślisz o śmierci, po zakończeniu mówisz nigdy więcej, a gdy już dojdziesz do siebie umawiasz się na następny raz ;).

 

Moją chyba ulubioną rzeczą jest moment kiedy padam prawie nieprzytomna na podłogę boxa bo właśnie skończyłam trening. Czuję każdy centymetr własnego ciała i ledwo łapię oddech ale jednocześnie się uśmiecham. Ten wyrzut endorfin jest czymś od czego rzeczywiście można się uzależnić.

 

No i najbardziej istotna rzecz, CrossFit skłania nas do wychodzenie ze strefy komfortu, jeśli przychodzisz na trening i chcesz go zrobić porządnie to wiesz, że będzie bolało. Przekraczasz własne bariery i granice. Jeśli dodatkowo masz dobrego trenera to on na pewno popchnie cię do tego aby się ze sobą zanadto nie pieścić. Ja często dobierając sobie formę treningu wiem, że będę się w trakcie nienawidzić ale po wszystkim będę sobie wdzięczna.

 

Za co nie lubię CrossFitu ?

 

Nie lubię go głównie za skłonności do gównoburz i obrazy majestatu gdy ktoś powie coś złego na temat tego „szacownego sportu”. Ostatnio środowisko poruszył film pewnego dość popularnego na youtube kalistenika, który powiedział co mu się w crossficie nie podoba. Co ciekawe gość wcale nie powiedział, że to jest głupi system treningowy ale skrytykował pewne rzeczy i pewne ruchy. Środowisko zawrzało, wszyscy uznali, że gość się nie zna, na crossficie pewnie był dwa razy i w ogóle co on tam wie. Najśmieszniejsze jest to, że ja się akurat ze zdaniem tego gościa zgadzam… no ale cicho ja nic nie mówiłam ;).

 

Nie lubię głupich i niedouczonych trenerów, a niestety środowisko aż pęka w szwach od takich. Ja wiem wiele, wiele przeczytałam i nawet mam uprawnienia do bycia trenerem ale jeszcze więcej nauki przede mną. Niestety kursy level 1 są dość dostępne, drogie ale każdy może na nie pójść. Sama widziałam umiejętności niektórych ludzi, którzy kończyli ze mną ten kurs. Większość z nich po uzyskaniu certyfikatu poszła krzywdzić nieświadomych. Moim zdaniem certyfikacja trenerów powinna wymagać obligatoryjnych praktyk pod okiem doświadczonych osób.

 

Nie lubię RXów, czyli ciśnięcia za wszelką cenę wykonania treningu tak jak jest rozpisany na tablicy (czyli wedle wartości przypisanych). To chwała i honor wpisać obok swojego nazwiska dwie literki RX na tablicy, taki crossfitowy święty graal… tylko kurde za jaką cenę ? Często widzę te ciągnięte powtórzenia z garba, na oderwanych piętach w przysiadzie, krzywo … byle jak i bez sensu…Później słyszę jaki ten cross kontuzjogenny.

 

No i na koniec nie lubię oszustów, a boxy crossfitowe są ich pełne. Wiecie jedziesz trening z gościem prawie łeb w łeb… nawet lekko go wyprzedzasz, a na tablicy pojawia się jego wynik o dwie rundy lepszy od ciebie. Wiadomo czasem można się pomylić ale te pomyłki jakoś poszczególnym osobom zdarzają się wyjątkowo często. Przychodzi do was później taki „kozak” i opowiada jak pocisnął, a jak pojawiają się zawody albo treningi sędziowane to nagle albo chory albo ma kontuzję albo jakoś wyjątkowo do dupy się dzisiaj czuł ;).

 

 

Tak że ten… CrossFit jest fajny i nadal go będę uprawiać (jak wyzdrowieję w końcu) ale nie chcę stawiać znaku równości pomiędzy tą nazwą, a moim stylem życia. Wybrałam gdzieś na pewnym etapie, że nie mogę żyć bez sportu ale to bardziej sport w ogólności mnie definiuje, a nie przynależność do crossfitowego boxa. Każdy musi znaleźć to co dla niego jest najlepsze, a CrossFit może być czasem kochanką, a czasem długoletnim związkiem ale nic w życie nie jest na zawsze.

 

Jakie są wasze związki ze sportem ? Jakieś kochanki ? Małżeństwa ? 🙂

Related Posts

  • Ej zacnie napisane! 😀 I chyba o fitnessie powinnam podobnie napisać 😉
    Jezu- ile jest oszukańców! I to ZAWSZE są faceci 😀